OKOLICE BAZY:

[cofnij]
 

 

Ruś Szlachtowska

okolice bazy

 

 

Ruś Szlachtowska...
to nowa nazwa. Wprowadził ją 50 lat temu największy badacz Łemkowszczyzny, profesor Roman Reinfuss, na określenie społeczności zamieszkującej cztery zaledwie wsie na pograniczu Pienin i Beskidu Sądeckiego. Mieszkańcy Szlachtowej, Jaworek, Białej i Czarnej Wody w dolinie Ruskiego Potoku, dziś zwanego Grajcarkiem, byli najbardziej na zachód osiadłymi góralami ruskimi w Polsce. Od rdzennej Łemkowszczyzny oddzielał ich wysoki grzbiet Pasma Radziejowej i zasiedlona przez Polaków część doliny Popradu. Znacznie bliżej żyli ich pobratymcy z ruskich wsi na Słowacji: Litmanowej, czy Kamionki. Przez stulecia Rusini Szlachtowscy ulegali silnym wpływom kultury słowackiej i polskiej. Stąd odmienność języka ("jawirska howirka"), stroju, obyczaju, budownictwa - różniąca ich od "prawdziwych" Łemków zza Popradu.

Ruś SzlachtowskaRuś Szlachtowska
- to nazwa od lat 40 nieaktualna... Od tylu mniej więcej lat nie ma bowiem Rusinów Szlachtowskich. W dużej części wyemigrowali zaraz po II wojnie światowej do USSR, w ramach dwustronnej wymiany ludności obcej etnicznie. Pozostałych wysiedlono w roku 1947 na Ziemie Odzyskane w ramach tzw. akcji Wisła. Dziś ludna kiedyś Biała Woda de facto nie istnieje; kilkanaście numerów z Czarnej Wody należy do Jaworek. Jaworki i Szlachtową zamieszkują głównie "nowoosiedleńcy" z Podhala. Dwie cerkiewki i dwa grekokatolickie cmentarze, kilka przydrożnych krzyży, garść nazw terenowych - oto ostatnie ślady niedawnej odmienności kulturowej tego obszaru. Dziś możemy jedynie próbować, choćby fragmentarycznie, odtwarzać dzieje Rusi Szlachtowskiej. W jej dawniejszą historię zajrzeć można poprzez stare dokumenty i zapiski. XX-wieczny wygląd wsi pamiętają najstarsi. Czasem znajdujemy ich jeszcze tu, na miejscu...Na bezdrożach historii (tekst Moniki Nyczanki)

Przeszłość Rusi Szlachtowskiej pełna jest niejasności i zagadek. Nie wiemy, kiedy pierwsi osadnicy pojawili się w dolinie dzisiejszego Grajcarka. Nie zachował się dokument lokacyjny żadnej z tutejszych osad. Możemy się domyślać, że Szlachtową, a pewnie i Jaworki, założono pod koniec XV wieku. Nie wcześniej, bo Długosz, rozpisując się w "Liber beneficiorum" o tych stronach, nic nie wie o osadnictwie nad Ruskim Potokiem (wymienił m. in. Tylmanową, Kłodne; Krościenko, a nawet "górę koło Gomoli" - czyli Homoli). I niewiele później, skoro w roku 1523 Szlachtowa istniała już w najlepsze (właśnie wtedy starosta muszyński Achacy Jordan wykupił jej sołectwo z rąk spadkobierców dotychczasowego posiadacza).

Nikt nie ma pewności kim byli pierwsi szlachtowianie - Polakami, czy pasterzami przybyłymi ze wschodu, a może z południa? Niewykluczone, że osada była pierwotnie polska. Jednakże ostatecznym dowodem polskości nie jest ani nazwa wsi, ani fakt, iż sołtys sprzed 1523 roku był najprawdopodobniej Polakiem (M. Matras) ani też informacja o darowaniu szlachtowskiej świątyni Ewangeliarza przez A. Jordana, katolika, albowiem w ówczesnej Rzeczypospolitej wielu narodów wyznawcy różnych religii żyli na ogół w symbiozie. Za pasterskim etnosem Szlachtowej i Jaworek świadczą niekorzystne dla polskiego osadnictwa rolniczego warunki geograficzne.

"Walasyn z Schlachtov"

W połowie XV wieku Wołosi są już w tym rejonie nieźle zadomowieni, jeśli, zgodnie z relacją Długosza, ufundowana przez Zygmunta Oleśnickiego w roku 1448 nowosądecka kolegiata ma m. in. "zjednoczyć dla obrządku katolickiego schizmatyckich Wołochów" (R. Reinfuss). Jednocześnie po południowej stronie Karpat asymilacja żywiołu pasterskiego postępuje o wiele sprawniej. Przyjrzyjmy się datom lokacji rusnackich wsi "zza Małych Pienin": Jarembina (1309), Kamionka (1315), Litmanowa (1370). Bardzo prawdopodobne, że wołoscy osadnicy w dolinę Grajcarka przywędrowali właśnie stamtąd, ze Spisza. Pisanym argumentem za wczesną, pasterska, genezą Rusi Szlachtowskiej jest dokument wydany przez kancelarię Zygmunta Starego w kwietniu 1508 roku - przywilej górniczy dla 26 osób. Wśród mieszkańców znanych karpackich i podkarpackich osad wymieniony jest tajemniczy "Walasyn z Schlachtov" (M. Matras). Czyżby chodziło o Wołocha ze Szlachtowej? W każdym razie dziwna zbieżność nazw...

Źródła, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, pochodzą z drugiej połowy XVI wieku. Rejestr poborowy z 1581 roku zanotował nazwę Jaworki w ruskim brzmieniu, oraz określił ustrój Jaworek i Szlachtowej podając, że liczą w sumie 4 półdworzyszcza wołoskie. Jeśli więc wierzyć rejestrowi, populacja obu wsi w końcu XVI wieku jest dramatycznie mała; istnieją tu raptem cztery gospodarstwa. Znacznie lepiej sytuacja kształtuje się w 80 lat później. Według inwentarza z 1651 roku, Szlachtowa liczy 10 kmieci, Jaworki mają więcej o jednego zagrodnika; 9 zagrodników mieszka w Białej Wodzie, w Czarnej Wodzie jest ich pięciu.

Głównym obowiązkiem kmieci jest służba wojskowa w wybraniectwie do dyspozycji dziedzica. Dotyczy to również zagrodników - wszystkich w Białej Wodzie i jednego czarnowodzianina. Nie ma w tym fakcie nic nadzwyczajnego. Położone na polskich kresach osady butnych Wołochów nie powstają przecież bez powodu. M. in. przyświecają im cele "strategiczne". Obowiązkiem żołnierskim obarczany był na ogół kniaź, czyli sołtys, ale zdarza się, jak widać, że zaszczytną służbę mają pełnić wszyscy.

W związku z obciążeniem wojennym, inne ciężary w czterech wsiach nad Grajcarkiem są wyraźnie niższe. Tak więc szlachtowscy i jaworczańscy kmiecie płacą niezbyt wygórowany czynsz i odstawiają określoną ilość zboża (w sumie 30 wierteli), oraz spełniają typowe powinności pasterskie, tzn. płacą tzw. rogaczowe oraz rokrocznie dostarczają do dworu 3 jarzębie i 3 owce. Natomiast zagrodnicy z Czarnej i Białej Wody poza czynszem odrabiają po 12 dni przy koszeniu łąk i zbiórce zbóż, oraz mają wyrobić po 20 kóp gontów na poprawę dachów nawojowskich.

Uważny czytelnik zapyta pewnie, dlaczego Rusnacy spod Małych Pienin dbają o dachy w dalekiej Nawojowej. O, to dłuższa historia, musimy wrócić do czasów pierwszego zapisanego dziedzica Szlachtowej - Achacego Jordana.

W nawojowskim kluczu

Znany nam potomek podkarpackiego rodu Jordanów herbu Trąby zakończył pracowite życie w roku 1547. W rejestrze poborowym (1581) wymieniony jest kolejny posiadacz Jaworek i Szlachtowej - Piotr Nawojowski. Tenże Nawojowski, podobno spowinowacony z Jordanami (M. Matras), figuruje jednocześnie jako właściciel kilku wsi nad Kamienicą Nawojowską, prawym dopływem Dunajca. Są to: Nawojowa Góra (czyli Nawojowa), Kunina, Kamionki, Frycowa, Czaczowa, Chomrzyska (Homrzyska) i Maciejowa. Od stolicy swoich sądeckich dóbr wziął pan Piotr nazwisko, i w Nawojowej został po śmierci pochowany. Od jego czasów datuje się dziwny związek Rusi Szlachtowskiej z ziemiami nad Kamienicą Nawojowską. Aż do końca drugiej wojny światowej, te dwa dość odległe kompleksy wspólnie zmieniają właścicieli, zawsze pozostając w tym samym ręku. W efekcie kolejni gospodarze "doglądają" Ruś Szlachtowską z nawojowskiego dworu. Przy stanie ówczesnych dróg i złośliwym układzie grzbietów, Szlachtową od Nawojowej dzielił najmarniej dzień drogi.

W roku 1598 cztery już wsie w dolinie Ruskiego Potoku dostają się Lubomirskim. Ten świeżo wzbogacony ród wziął nazwisko od podgorczańskiej osady Lubomierz. W XVII wieku Lubomirscy dzierżyli największą własnością szlachecką na Sądecczyźnie (jeszcze w 1629 w kluczu nawojowskim 16 wsi, w 1651 już 26 wsi) będąc jednocześnie potentatami na skalę województwa krakowskiego: 91 wsi plus Wiśnicz. Po śmierci Józefa Karola Lubomirskiego, gospodarzem dóbr nawojowskich zostaje ożeniony z Marią Lubomirską Paweł Karol Sanguszko. O czasach jego energicznych rządów wiemy stosunkowo najwięcej.

Zboże, które w ziemi jest...

O tym, że góry "za Sączem" kryją nieprzebrane skarby, mówiono już dawno. Jeszcze w XII wieku legendarny rycerz Wydżga miał gdzieś w Pieninach na dużą skalę wydobywać złoto. Sam Długosz szczegółowo opisuje jak szukać skarbodajnej szachty w wąwozie Homole. O górnicze zamiary wobec Szlachtowej podejrzany jest Achacy Jordan (ród Jordanów skutecznie bogacił się w rozmaitych przedsięwzięciach górniczych, ojciec Achacego był żupnikiem krakowskim oraz poszukiwaczem srebra i ołowiu Tatrach i na Podhalu). Tradycja ludowa głosi, że Lubomirscy czerpali z ziemi szlachtowskiej wielkie bogactwa. Ile w tym prawdy, nikt nie wie. W każdym razie faktem jest, że kiedy Paweł Sanguszko postanowił raz na zawsze zwiększyć dochody ze swoich nowych górskich włości, w okolicy nie brakowało śladów wcześniejszych robót górniczych. O tych śladach a także o występującym w Górach Szlachtowskich "białym kruszcu", jest mowa w ekspertyzie sporządzonej na polecenie Sanguszki przez fachowców z Węgier.

W parę lat później Sanguszko wyłącza sprawy kopalnictwa kruszcowego z zakresu ogólnej administracji majątków nawojowskich, tworząc osobne przedsiębiorstwo górniczo-hutnicze z etatami inspektora gór nawojowskich i komisarza dla spraw górniczych. W latach 1732-40 na stokach Jarmuty nad Szlachtową prowadzone są prace kopalniane. Ściągnięci z Węgier i Saksonii górnicy drążą skałę, we wsi powstaje kosztowny zakład hutniczy. Całe przedsięwzięcie kończy się plajtą, czyli nieudanym wytopem. Pozostają natomiast dwie interesujące sztolnie i plik ciekawych dokumentów.

Zapiski Herr Bittenera

Sanguszko nie znał się specjalnie na kopalnictwie, ale chętnie zatrudniał specjalistów. Jego pełnomocnikiem w Szlachtowej został fachowiec górniczy, Niemiec z pochodzenia - Andrzej Bittener. Trzeba przyznać, że Bittenera los tą nominacją ciężko doświadczył. Ów obywatel świata, człowiek o szerokich horyzontach, trafił w zakątek, gdzie "diabeł mówi dobranoc". Nic dziwnego, że swemu zdziwieniu daje wyraz w korespondencji z Sanguszką. Zgrozą napawa go gospodarka w książęcych lasach. Lasy są zaniedbane, brak dozoru, leśniczych, czy gajowych. Złomiska i wykroty uniemożliwiają planową zwózkę, nawet wtedy, gdy pogoda sprzyja. Chłopi tną, gdzie chcą i co chcą, często zostawiając po prostu zwalone pnie. Zimą karmią stada pędami młodych drzew skutecznie likwidując młodniki. W najdogodniejszych dla siebie miejscach pasterze wycinają las i zakładają polany. Uderza go prymitywizm chat, w których żyją szlachtowianie. Pośpiesznie stawia więc duży piętrowy budynek administracyjny i mieszkalny na wzgórzu przy drodze wiodącej do cerkwi, zwany pałacykiem. (Jeszcze niedawno szlachtowianie nazywali to wzgórze pałatyszcze, nie potrafiąc zresztą wyjaśnić nazwy). W okresie budowy pałacyku, Bittener narzeka na brak cieśli-fachowców. Pisze, że do postawienia rusnackiej chaty wystarcza prosta umiejętność posługiwania się sznurem i toporem, a zatrudnieni przez niego tutejsi robotnicy budowlani z wiosną uciekli do prac polowych.

Z drugiej strony szlachtowianie, mimo iż kopalnia dawała im dodatkowy zarobek, nie byli chyba specjalnie zachwyceni obecnością Bittenera i obcojęzycznych górników. Wcześniej wieś żyła "samopas", bez kontroli. Z ramienia pana na miejscu urzędował wójt; zwierzchnik wójta - gubernator mieszkał w dalekiej Nawojowej. Lasy były książęce, ale leśniczy "swój". W okresie "kopalnianym" pojawił się ktoś, kto próbował zaprowadzić tu niemiecki porządek. Z interesujących dokumentów z tamtego okresu mamy listy płac ze spisem zatrudnionych, dające świadectwo ruskiemu imiennictwu. Aż roi się od Iwanów, Waśków, Hawryłów. Powtarzają się nazwiska Bialiwodzki, Lubak, Halczak. Potomkowie wymienianego Iwana Karpiaka dziś jeszcze mieszkają w Jaworkach, ostatnio w okazałym, piętrowym murowańcu na wysoki połysk...

Ostatni włodarze Gór Szlachtowskich

Po nieudanym wytopie kolejne wydarzenia to śmierć Sanguszki i rozbiory. W roku 1782 dobra nawojowskie (podobno wprost od kamery austriackiej - K. Pieradzka) kupiła Helena Apolonia Massalska, by w osiem lat później odsprzedać je za 451 tysięcy florenów polskich hrabiemu Franciszkowi Stadnickiemu. Rodzina Stadnickich, jedna z majętniejszych na Podkarpaciu, rezydowała od stuleci w dolinie Wisłoki, głównie w Żmigrodzie. Dopiero po pierwszym rozbiorze Ignacy i Franciszek poczynili rozległe zakupy ziemskie bardziej na zachód, z rąk skarbu austriackiego. Tym sposobem Nawojowa została kolejną stolicą Stadnickich. Gospodarzyli tu praktycznie do roku 1945. Przez ostatnie 100 lat ich kontakty z Rusią Szlachtowska ograniczały się do okolicznych lasów.

Monika Nyczanka
tekst publikowany był w Magurach '86, wyd SKPB Warszawa, Warszawa 1986

 


 

na górę
[na górę strony]

strona główna
[strona główna]